Właśnie wróciłam ze spotkania z paczką. Oczywiście uczucie do Pana X wzmogło się do tego, że wracając do domu wypaliłam dwa papierosy i płakałam z bezsilności.
Prawił mi komplementy i w ogóle, tu dotknie, popatrzy w oczy, a ja już tworzę love story w głowie.
Teraz wiem, że muszę przestać się z nimi widywać, bo to tak boli, tak cholernie piecze mnie całe ciało. Okaleczam swoją psychikę marzeniami o nim. Zamiast po spotkaniu być w pełni spełniona i szczęśliwa, to katuję się tymi sprzecznymi zachowaniami.
Trudno jest przyjaźnić się z mężczyzną, którego się pragnie. Bez niego będzie jeszcze gorzej, czuję to. Przechodzą mnie dreszcze jak go dotykam, jestem obłąkana. Jak można tak długo karmić się takim niczym? Chory, wyolbrzymiony problem.
Pan Y, choć jest już prawie sobota, nie odpisał, czy się spotkamy. Gwiżdżę już na niego. Zresztą jak byśmy się spotkali, to ciągle miałabym obraz Pana X i do niego go przyrównywała.
Zawiesiłam się, przecież od kilku miesięcy stoję w tym samym miejscu, ba! czasami się cofam, miotam, a i tak nic z tego nie wynika. Bezsilność jest najgorszym nożem jaki noszę w sercu.
Mdli mnie, chyba przedawkowałam nikotynę. Przez ostatnich kilka dni wypaliłam całą paczkę. Miałam rzucić, ale jak widać, zawsze znajdzie się powód by znów zaaplikować truciznę do krwiobiegu.
Dzisiaj znów bezsenna noc.
Codziennie przed snem obiecuję sobie, że wykonam jakiś znaczący ruch z Panem X, ale jak przyjdzie co do czego to albo moje ambitne plany kolidują z zaistniałą sytuacją, albo najzwyczajniej w świecie się peszę i uciekam do skorupki. Dzisiaj tak było, mdliło mnie, nie czułam się piękna, on miał dziwny humor i chyba zawsze będą jakieś bariery, których nie pokonam.
Z drugiej strony nie mam ochoty poznawać kogoś nowego, czuję się bezpiecznie z ludźmi, których już trochę znam, takie oswojone otoczenie. Koleżanka chciała mnie wyciągnąć na jakąś imprezę, ale wiem, że nie czułabym się komfortowo i co za tym idzie nie nawiązałabym kontaktu z żadnym pierwiastkiem męskim. O ile jakiś by na mnie zwrócił uwagę.
To co wyprawia Pan Y. z godziny na godzinę diametralnie obniża moją i tak wątłą samoocenę i nikłą pewność siebie.
Zamknęłam się w szklanym pomieszczeniu, z którego nie ma ucieczki, mogę jedynie obserwować otaczający mnie, wirujący świat, nie mogę w nic ingerować. Bezsilność. I ciągle mnie mdli.
Mimo, że otaczam się ludźmi, to czasami nachodzi mnie taka fala samotności, że odechciewa się oddychać. Mam problem z okazywaniem uczuć patrząc komuś w oczy, jestem wtedy taka bezbronna.
Name:

Komentarze:

10.03.2010, 20:35 :: 155.158.49.52
gdy-boli
ja nie umiem juz patrzec w oczy.. M, dlaczego nic w zyciu nie jest takie, jakbysmy chcialy?

06.03.2010, 08:03 :: 77.114.37.218
adi
skoro chcesz wykonać jakiś ruch to go wykonaj, a żeby żadne zmienne losowe nie miały wpływu na Twoje zachowanie, najpierw skrupulatnie obmyśl całą intrygę, zaplanuj czas i miejsce akcji tak żebyście byli sami i nikt wam nie przeszkadzał - bo jeśli w takiej sytuacji się nie uda skorupki pokonać to już chyba nigdy.
więc do boju :>