Zimne kalkulacje, do jakich mnie doprowadził dystans z jakim spojrzałam na swoje relacje towarzyskie, rozstroiły mnie psychicznie.
Rozchwianie emocjonalne, poczucie bezradności i zniechęcenia przenoszę jednocześnie na strefę motoryczną.
Jedynie pójście na plac zabaw lub na łąkę ma dla mnie sens i jest priorytetem w całodniowym planie zadań (jaki układam w głowie by w ogóle zmotywować się do życia, prowizorycznej egzystencji).
Maksymalne rozhuśtanie się na jednej z łańcuchowych huśtawek wystarczy by uwolnić ciało i umysł sfrustrowanej eM.
Ukojenie odnalazłam w leżeniu wśród wysokich, jeszcze zielonych traw, pod błękitnym niebem i rażącym z dnia na dzień coraz słabiej słońcem.
Nie mogę wykrzesać z siebie wystarczających pokładów energii by móc obcować z ludźmi w przyjaznej atmosferze koleżeństwa i ludzkości.
Podświadomość podpowiada, że nie warto.

Doświadczam zachowań biegunowych.
Dzień po emocjonalnym upadku, degrengoladzie, potrafię śmiać się do lustra, obdarzyć uśmiechem obcych ludzi, kochać znajomych wczoraj znienawidzonych i pokrytych pajęczyną obojętności.

W głowie tylko urwane myśli, strzępki wspomnień, migawki snów, zlepki zdań, których nie łączy żaden konspekt, ani głębsza konkluzja.
To się leczy ?

The Rolling Stones - You can't always get what you want. Wild horses. Angie.
Antoni Kępiński - Rytm życia.
Tadeusz Borowski - Opowiadania.
Lista Schindlera.
Name:

Komentarze:

30.09.2010, 09:08 :: 95.40.83.236
adi
właśnie nie aż, ale tylko ;)

25.09.2010, 13:23 :: 77.113.40.91
adi
może zamiast kontaktów z ludźmi właśnie takiego wyciszenia wśród traw - na pewno pozwala to w spokoju pewne sprawy przemyśleć, wnioski wyciągnąć i z czasem da impuls do bardziej prospołecznych zachowań w których podświadomość przeszkadzać nie będzie.
dobrze, że chcesz i umiesz się uśmiechać, bo to ważne :)