Niecały rok temu miałam w głowie:
"Axel Rudi Pell. Krokus. Iron Maiden. Led Zeppelin. AC DC
Degrengolada.
31.07.2010r.
Czynnie nie myślę o *., czyli ciągle o nim marzę i wspominam wspólne chwile, spacery, wieczory i ...
Patrząc w lustro, przeglądając zdjęcia, nabawiłam się depresji.
Poziom samooceny bliski jest poziomu zero.
Przy gorszych dniach sięga wartości ujemnych.

Nawet nie umiem pobudzić swojej silnej woli by coś w sobie zmienić, by zniszczyć komórki tłuszczowe, pobudzić szare i zbudować mięśniowe.
Narodziło się we mnie postanowienie przejścia na dietę z dniem pierwszego sierpnia, czyli już dzisiaj (00.39)
Mogłabym napisać poradnik „Jak wyniszczyć organizm w dwa miesiące”.
Rozdział pierwszy: nieregularna dieta.
Rozdział drugi: ćwiczenia wydolnościowe uwieńczone nikotyną i węglowodanami.
Rozdział trzeci: permanentny brak dobrego nastroju i brak motywacji do życia.
Rozdział czwarty: wieczne zakłamanie i karmienie się słodkimi złudzeniami i iluzją.
Rozdział piąty, niedokończony: zakończenie żywota.
Już widzę pierwsze miejsce na liście bestsellerów, nagroda Nike gwarantowana!
Spożytkuję jakoś swoją marną egzystencję.
Należałoby coś wartościowego wycisnąć z tych egzystencjalnych soków, którymi jestem nasączona.
Ociekam pesymizmem, wyczuwa to każdy zbliżający się do mnie człowiek i od razu nabiera do mnie dystansu.
Boi się, że zarażę go szarą recepcją rzeczywistości.
Niepotrzebne obawy, każdy ma swoje kubki smakowe, receptory indywidualnie i odmiennie różnicujące te same obrazy.
Zastanawiam się co zdarzyło się w dzieciństwie, jaki był impuls, bodziec, który przyczynił się do takiej reakcji mojego mózgu, który upośledził moje uczucia, wyprał mnie z pozytywnych doznań i odczuć wszystko sprowadzając do achromatyczności.
Coś musiało zaburzyć korelacje świat zewnętrzny-wewnętrzny.
Ubytki i uszczerbki w percepcji zaczęłam wypełniać wyimaginowanymi, idealistycznymi, utopijnymi wizjami lepszego życia.
Dzisiaj mieszam te światy, a nawet odpuszczam sobie ten prawdziwy, bardziej wytężając umysł w tym plastikowym, hermetycznym.
Homogenizowana M.
Któregoś słonecznego dnia ta bańka mydlana pęknie, wysypie się cały popiół spalonych marzeń, opadnie kurz i czyste powietrze przegra batalię ze stęchlizną.
Nie mogę się wprost doczekać dnia apokalipsy eMowego zaściankowego świata.
Szklana pułapka, klatka tak mylnie postrzegana za bezpieczny port, oazę spokoju i samotności roztrzaska się o skały bezwzględnego, nie przebierającego w środkach wybudzania z otępienia rzeczywistego świata.
Jedyne co może robić to jeść i palić.
P.S: relacja z przebiegu diety na pewno będzie zaskakująca, a zakończenie przewidywalne, czyli jeszcze więcej kilogramów niż na początku rygoru, ale nie traćmy nadziei, dzień się dopiero zaczął..."

Name:

Komentarze: