Mimo wszystko pozostałam malkontentką.
Wystarczył Szklany człowiek Myslovitz i czarne, brudne, trujące, nasączone jadem obawy, wspomnienia, tak dobrze przecież zakamuflowane, osadzone gdzieś w otchłani, bezkresie umysłu, wypłynęły na powierzchnię i zmąciły spokojne wody moich i tak płonnych myśli.
Oszukałam siebie-najgorsza zbrodnia, autodestrukcja.
Zamydliłam oczy.
Chwilowo uśpiony, otępiały rozum nie weryfikował bodźców jakie dostarczały mu trzeźwe (jako tako) zmysły.
Upojenie szczęściem, tak można nazwać owy stan.
Utraciłam kontrolę, nie sprawowałam już kurateli, nie osądzałam surowo każdej sytuacji, rozmowy.
Pozwoliłam emocjom dryfować.
Zatraciłam siebie.
Teraz dawna, uśpiona Ja doszła do systemu operacyjnego, centrum dowodzenia i upomina się o przywrócenie dawnych rządów, autokratycznych, bezpiecznych, surowych, zaprowadzających upragniony, krystaliczny porządek, rytuał codzienności, schematycznych.
[Trwa wewnętrzna walka...]
Zasmakowałam w miłości, nie odpuszczę tak łatwo.
W świecie rozkoszy są rysy, mankamenty, ale czy istnieje świat bez wad?
Ile można żyć w szklanej klatce...
*
Jest mi dobrze, wręcz cudownie.
*
Fakt, że nie zmienię tak szybko swojej natury, charakteru, nastawienia do świata, nie umniejsza szczęścia jakie we mnie zapuściło korzenie.
Uwielbiam wszystko komplikować zamiast po prostu cieszyć się chwilą, żyć 'tu i teraz'.
Wygrała bitwę... nowa Ja.

Do czasu...

Hey, O.N.A., Kult, Myslovitz (by nie zatracić pielęgnowanej z lubością osobowości)
Name:

Komentarze:

17.05.2011, 08:18 :: 77.112.75.245
adi
tak jak piszesz - świat bez wad nie istnieje i dobrze że ona są, bo jest o co walczyć, co poprawiać i cieszyć się jeśli się to uda zrobić.