Spieprzyłam.
Ja.
Zło, które we mnie tkwi zabija dookoła wszystko co kocham, niszczy osoby, a w szczególności ich wyobrażenia o mnie.
Skądinąd wyabstrahowane.
Nie mam jednak wpływu na to co ktoś myśli, jak mnie zaszufladkował, zinterpretował i ocenił moje zachowanie.
Dawałam czytelne znaki, sygnały, wolno cedziłam każde słowo, poczwórnie je analizując czy aby zostało odpowiednio dobrane i jednoznacznie określi to co mam w głowie i chcę uzewnętrznić.
Psychologiczne gierki i manipulacje stosowałam tylko w ostateczności i w sytuacjach podbramkowych, kiedy świat wymykał się powoli ze śliskich rąk.
Tym światem jest on.
Tak długo na niego czekałam.
Tyle pokładów cierpliwości wykorzystałam by napędzać swój wygłodzony organizm, psychikę, duszę łaknąca jego niematerialnej bliskości.
Zasmakowałam miłości.
Miłości z rodzaju szybkiej, intensywnej, namiętnej i co się z tym wiąże, szybko się wypalającej.
Dwoje ludzi rozpaczliwie pragnących ciepła tego drugiego, którzy zapomnieli o dokładaniu drewna do swojego paleniska.
Kiedy za związek zabierają się dwie osoby, które są emocjonalnymi analfabetami, mają okaleczoną i upośledzoną wizję prosperowania w miłości, jej dawania, okazywania, przyjmowania, to nie należy oczekiwać dobrze prosperującego kontinuum.

Pomimo zdroworozsądkowych pobudek nie umiem go opuścić, zostawić, odejść od niego.
Nie umiem z nim rozmawiać.
Każde słowo sprawia mi niewyobrażalny ból psychiczny.
Zaklinowałam się w imadle.
Jesteśmy tacy bezsilni wobec tego co się jednocześnie stało i nie wydarzyło, że stoimy z otwartymi ustami i tylko łykamy hausty mroźnego, grudniowego powietrza.
Kocham go całą sobą, 'samobójczo mu uległa jestem', oddaję każdy zakamarek swojego ciała.
Wynagradzam mu swoją fizycznością impotencję psychiczną, bowiem nie umiem wydusić z siebie tych dwóch oklepanych, wyświechtanych słów.

Umieram w złotej klatce miłości.

Myslovitz z Edytą Bartosiewicz - Chciałbym umrzeć z miłości
Name:

Komentarze:

18.01.2011, 19:48 :: ownlog.com
niehalo
gdybyście jeszcze dali sobie szansę, może coś by z tego było.

05.01.2011, 14:46 :: 155.158.49.52
beti
Madziuuuu ;(
ostatnio tu skakalam z radosci, i nawet chcialam juz pytac co tam, bo dawno nie pisalas, a teraz..
nie wiem co powiedziec.
niestety zaden zwiazek nie jest idealny. i moze to, co teraz wydaje Ci sie tym "wypaleniem" jest po prostu przejsciem do kolejnego etapu - od zywiolowego zauroczenia do spokojniejszej, mocnej milosci. uwierz, sa takie dni ze ma sie ochote rozszarpac, opuscic, wrecz zdradzic te druga osobe, ale zaraz przychodzi otrzezwienie. zwiazek to nie tylko te "naj" chwile. popracujcie jeszcze nad tym, co?

29.12.2010, 17:46 :: 77.113.12.46
adi
nic nie spieprzyłaś - skoro dalej ze sobą jesteście znaczy że można jeszcze drew do paleniska dołożyć i naprawdę duży płomień wykrzesać ;)