"The sweet smell of a great sorrow lies over the land
Plumes of smoke rise and merge into the leaden sky:
A man lies and dreams of green fields and rivers,
But awakes to a morning with no reason for waking
He's haunted by the memory of a lost paradise
In his youth or a dream, he can't be precise
He's chained forever to a world that's departed
It's not enough, it's not enough
His blood has frozen & curdled with fright
His knees have trembled & given way in the night
His hand has weakened at the moment of truth
His step has faltered
One world, one soul
Time pass, the river rolls
And he talks to the river of lost love and dedication
And silent replies that swirl invitation
Flow dark and troubled to an oily sea
A grim intimation of what is to be
There's an unceasing wind that blows through this night
And there's dust in my eyes, that blinds my sight
And silence that speaks so much louder that words,
Of promises broken" Pink Floyd, Sorrow.

"Przez oczy zalane łzami, jak przez soczewkę rybiego oka. Z trudem mogę opisać kształt tej chwili. I zamiast frunąć wysoko po jasnym błękicie nieba. Spadam korkociągiem w dół. Prosto do dziury w ziemi, gdzie ukryje się.
A gdybym pokazała ci swoją ciemną stronę. Byłbyś ze mną wieczorem? A gdybym otworzyła przed tobą swoje serce i pokazała ci swoje słabości. To co byś zrobił?" Pink Floyd, The Final Cut. [tłum. T.Beksiński]

Ciałem znajduję się w rodzimym mieście, przy starych, nudnych ludziach.
Myślami, sercem, duszą nad morzem.
Jestem pusta, zapadam się w otchłań nicości.
Uczucie tęsknoty za tym magicznym czasem spełnienia.
Byłam tam szczęśliwa.
Odnalazłam swoje zatracone, upchnięte głęboko, przysypane fałszywymi, sztucznymi, plastikowymi upodobaniami prawdziwe oblicze.
Cudowne, beztroskie, wolne od obłędu dwumiesięczne wakacje.
Odcięłam się od szarego miasta, achromatycznych, papierowych ludzi, którzy nie ewoluują, pogrążając się w stagnacji, odrętwieniu, marazmie, letargu.
Zastygli w bezruchu, skostniali.
Rozpędzona, naładowana pozytywną, wręcz radioaktywną energią, z milionami pomysłów, marzeniami, z listą zweryfikowanych planów na dzień jutrzejszy zderzyłam się z ich zobojętnieniem i zakleszczeniem w ramach, barierach teraźniejszości.
Z rozdrażnieniem dostrzegłam różnice jakie nas dzielą.
Wystarczyło kilkadziesiąt dni rozłąki, by uwidoczniła się amplituda zainteresowań, przepaść w poglądach na rzeczywistość, odmienność zdań, niezgodność systemu percepcji, odbioru zależności relacji międzyludzkich.
Rozczarowałam się sobą.
Zbyt długo dostarczałam korze mózgowej błędnych informacji, że to właśnie oni mnie rozumieją, wspierają, myślą podobnie, są dopasowani do mojego bytu.
Oszukując siebie i ich zmarnowałam nam kilka lat, wspólnych spotkań, szczerych rozmów.
Patrząc z perspektywy tego co zrobiłam, jakimi bzdurami nas faszerowałam, mam wyłącznie do siebie pretensje, wyrzuty, żal, że mogłam być aż takim ignoranckim, zakłamanym człowiekiem.
Najchętniej odizolowałabym się od tego zgnuśniałego świata doczesnego.
Z ulgą nabrałabym dystansu, oddaliła się od epicentrum monotonności na kilkaset kilometrów, wyłączyła telefon, internet.
Biegałabym po sosnowym lesie, wycieńczona oddychałabym, twarzą do nieba leżąc na złotej wydmie.
Brakuje mi zarówno chwil sam na sam jak również tamtych szalonych ludzi, którzy żyli chwilą, zawsze pogodni, z bagażem pomysłów na spędzenie względnie nudnego, leniwego, deszczowego popołudnia.
Przez te dwa miesiące wyśmiałam się za cały zaległy rok i pewnie jeszcze na konto następnych kilku miesięcy.
I jak nie tęsknić za takimi słonecznymi, radosnymi chwilami, gdy tutaj tylko pieści mnie zimny, mroźny wiatr i chłód bijący od ich trupio bladych twarzy?
Najbardziej boję się tego, że z czasem przywyknę, zagłuszę swój odrodzony stan i ponownie zanurzę się w stojącą wodę beznadziei.
P.S: Zabiło mnie jego lodowate spojrzenie, wyrażające stan dużo gorszy i bezczelniejszy niż obojętność. Zasztyletował mnie z premedytacją i bezwzględnością. Na zimno, bez jakichkolwiek wyższych uczuć. Boli.

"Oddychaj, głęboko, głęboko. I nie bój się swoich uczuć. Gdy odejdziesz, nie opuszczaj mnie. Rozejrzyj się i wybierz swoje miejsce. Bo długo będziesz żyć i osiągniesz sukces. Uśmiechać się będziesz i łzami płakać. A tylko to czego dotykasz i co widzisz. Jest wszystkim z czego składa sie życie" Pink Floyd, Breathe. [tłum. T.Beksiński]
Name:

Komentarze:

08.09.2010, 17:21 :: 89.76.218.69
kornelie
no i beksiński... szkoda, że już go z nami nie ma, tłumaczył najlepiej!

08.09.2010, 17:20 :: 89.76.218.69
kornelie
No to mam na odwrót - szukam takiego jednego jedynego miejsca na świecie, w którym mogłabym w końcu te korzenie zapuścić, bo żeby oderwać się od aktualnego życia trzeba mieć cholernie dużo odwagi, której ja chyba nie posiadam.

02.09.2010, 07:14 :: 95.40.59.174
adi
taki już urok czasu - zawsze go ubywa ;)

02.09.2010, 06:58 :: 95.40.59.174
adi
każdy medal ma dwie strony - dobrze że takie swoje miejsce znalazłaś, wybawiłaś się i uśmiałaś za wszystkie czasy, ale być może gdybyś pobyła tam dłużej jak dwa miesiące ta sama stagnacja i rezygnacja by Ciebie dopadły? wszystko co trwa zbyt długo nudzi i powoduje rutynę, więc spróbuj przez ten rok do następnych wakacji nie dać się zniszczyć, ani na śmierć innym zanudzić. bądź tą osobą którą znalazłaś nad morzem.